Na co liczysz?
Na początku sierpnia stanąłem oko w oko z jednym z moich odwiecznych politycznych oponentów. Jak to zwykle bywa, przez przypadek. Tu ukłon w stronę projektantów wąskich korytarzy wiodących do wagonów restauracyjnych w pociągach Intercity…
- Na co ty jeszcze gościu liczysz? – usłyszałem pod koniec długiej litanii złośliwości.
- Jak zwykle. Na ludzi – ripostowałem na początku własnego zestawu kąśliwych uwag.
Tych, których stawiam na pierwszym miejscu w swojej politycznej aktywności sprzeczka dwóch siwych polityków interesowała, oględnie mówiąc, dużo mniej, niż praktyczny jej efekt: Brak wolnej drogi na małą czarną do „Warsu”. To anegdota bez błyskotliwej pointy. Bo nie rozstrzyga, co jest ważniejsze w polityce.






